0

Specjaliści – blogerzy :)

Już długo zbierałam się by napisać kilka słów, dotyczących blogowania. Jak nietrudno zauważyć, internet zasypuje nas linkami  do wpisów różnej maści. Jedni chwalą się swoimi wypiekami, inni relacjami z podróży, a jeszcze inną grupa przekazuje swoje doświadczenia, rady, związane z wychowaniem dzieci czy po prostu z dniem codziennym. Pewnie,że każdy może sobie pisać co chce. Sama założyłam tego bloga, żeby od czasu do czasu coś naskrobać i podzielić się swoimi radościami oraz smutkami. Jednak nie uważam się za żadną blogerkę 😀 To raczej taki internetowy pamiętnik, album. Muszę się Wam przyznać,że oprócz pojedynczych stron (głównie kulinaria i oczywiście MamaAniaK 🙂 ), nie mam polajkowanych żadnych blogerskich fp. Zdarza mi się je widzieć, kiedy to ktoś ze znajomych polubi jakiegoś posta bądź napisze komentarz. Zadziwia mnie cały czas to, jak bardzo kobitki (głównie 😉 ) są zapatrzone w autorów dzieciowych wpisów. Traktują je niekiedy jak jakieś góru. Często są to osoby takie jak my, bez większego doświadczenia w danym temacie. Zawsze jest miło, kiedy to można skorzystać z czyjej rady ale bez przesady. Tym bardziej, że sporo takich osób robi to dla kasy i pisze to, co chcemy przeczytać 🙂 Nie osądzam i nie twierdzę, że zawsze tak jest. Smutne jest to, że ludzie rezygnują całkowicie ze swojej prywatności pod publiczkę. Taka moda na blogi nas ogarnęła 🙂 Myślę, że czytelnikom przydałoby się czasem trochę więcej dystansu, do tego co czytają 🙂

Miłego dnia!

0

‚Dobre’ rady

Któż ich nie zna? Czy Wy też tak je uwielbiacie? Zauważyłam, że bardzo często otaczamy się wybitnymi specjalistami w kwestii wychowania dzieci. Ok, sama nie jestem wszechwiedząca w tym temacie i też wielu rzeczy dopiero się uczę … Niemniej odnoszę wrażenie, że uszanowanie zdania mamy, to nie lada wyczyn.
Generalnie te złote rady zaczynają się już na etapie ciąży. Nieważne, że to my nosimy w sobie maluszka i mamy aż nadto wrażeń, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej co jest dla nas dobre, a co złe. „Jak ty się odżywiasz?”, „Nie możesz tego robić, przecież jesteś w ciąży!”, „Powinnaś więcej leżeć”. Brzmi znajomo? 🙂 Całe szczęście ten etap mam już za sobą. Najważniejsze, to nie dać się zwariować 😀
Kiedy maluszek jest już z nami, również nie brakuje cennych wskazówek. A to,że za cienko go ubieramy, a to żeby może go dopajać i dlaczego on tak płacze? 😛
U nas pojawia się też kwestia alergii. Fifi nie może jeść produktów, które zawierają w sobie mleko. Jak wiadomo lista jest długa, a i tak za każdym razem trzeba wszystkim tłumaczyć co i jak. Ile ja bym dała, żeby synuś mógł wszystko jeść.
Kolejne sprawa to plan dnia, którego trzymamy się praktycznie od zawsze. Dziecko ma swoją stałą porę drzemek, wieczornego zasypiania. Według mnie jest to bardzo dobre rozwiązanie, które polecam wszystkim. Niestety nie każdy rozumie, że mając dziecko, to ono jest priorytetem 😉 Mądrują się ci, którzy etap macierzyństwa mają jeszcze przed sobą albo osoby, które już nie pamiętają jak to jest mieć małe dzieci 😀
Z niektórych wskazówek warto skorzystać. Inne można schować do kieszeni 😉 Bądźmy najlepszymi, kochającymi rodzicami dla naszych pociech ❤

0

Gładko poszło :)

Niedzielny poranek wykorzystałam na prasowanie naszym ‚nowym’ żelazkiem –  Philips Azur Pro GC4887/30. Chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami po wypróbowaniu tego sprzętu. Wzrok przyciąga nowoczesny design i opływowe kształty.
Pierwsze co rzuca się w oczy, to długi kabel, za który daję duży plus!

Naprawdę jest to bardzo wygodne rozwiązanie 🙂 Przy moim obecnym żelazku ciągle narzekam na ograniczone poruszanie się przy desce.
Na uwagę zasługuje także gładka stopa. Można powiedzieć, że urządzenie płynie po ubraniu.

Ciekawą opcją jest funkcja silnego uderzenia pary. Dzięki temu zagniecenia znikają w mgnieniu oka 😀
Muszę się przyznać, że nie znoszę prasowania także każda oszczędność czasu jest dla mnie na wagę złota.
Żeby nie było, że coś zmyślam, to pokażę Wam koszulę męża przed i po spotkaniu z żelazkiem Philips 😀
Tak było na początku:

Prasowanko:
20170423_120214.jpg

Efekt końcowy:

Być może zdjęcia nie do końca oddają to, na czym mi zależało. Mogę Was zapewnić, że koszula wyprasowana na medal 😀 Z pewnością duży wpływ ma moc żelazka, a jest to aż 3000W. Gdybym była na etapie poszukiwań to myślę, że chętnie sięgnęłabym po model Azur Pro GC4887/30. Może i Wy się skusicie? Szczególnie polecam mamom, które wiedzą co to sterta rzeczy do wyprasowania. Można zaoszczędzić trochę czasu i wykorzystać go na wypicie ciepłej kawusi 🙂

0

Testujemy

W ostatnich dniach mieliśmy okazję przetestować różne specyfiki. Wśród nich znalazło się coś dla dziecka i dla mamy 🙂 Poniżej znajdziecie krótkie recenzje tych produktów.

Emotopic
– PREPARAT 3w1 INTENSYWNIE NATŁUSZCZAJĄCY do ciała firmy Pharmaceris. Zaciekawiło mnie jego potrójne zastosowanie. Faktycznie można go używać zarówno do kąpieli jak i mycia oraz nawilżania skóry. U nas najlepiej sprawdziła się trzecia opcja. Po kilku dniach codziennego smarowania mogę powiedzieć, że zaczerwienienia zmniejszyły się. Nie jest to może efekt wow ale też czas testowania był zbyt krótki. Przyjemna konsystencja Emotopicu sprawia, że jest on bardzo wydajny. Cena wydaje się dość wysoka ale opakowanie z pewnością wystarczy na długo.

17309452_282226702216239_3012457665248569358_n

Do kartonika z produktem dołączona jest szklanka z łyżeczką, co jest przydatne podczas przygotowywania kąpieli. Generalnie polecam 🙂

Hyalurogel – krem intensywnie nawilżający firmy Mixa. Kuracja składała się z 5 próbek. Każdą z nich stosowałam wieczorem. Kosmetyk rzeczywiście szybko się wchłania, łatwo się rozprowadza. Ma przyjemny zapach.

krem_intensywnie_nawilzajacy-315x368

Skóra po nim wydawała mi się delikatniejsza. Moje suche placki na twarzy nie zniknęły.  Jednak ciężko byłoby to osiągnąć w ciągu 5 dni 🙂 Być może sięgnę po ten krem niebawem.

Wczoraj kurier przywiózł nam Lactoangin.  Da Filipka to jeszcze za wcześnie na jego testowanie ale ja na pewno się skuszę. Szczególnie przy moich powracających, gardłowych problemach.

Do paczuszki dołączona była ulotka produktu tej samej firmy – Orsalitu. Tak się składa, że jesteśmy w trakcie jego stosowania. Uzupełniamy płyny, by się nie odwodnić podczas wymiotów 😦

20170412_105746.jpg

 

1

Z dzieckiem u lekarza

Do tego wpisu zainspirowała mnie wczorajsza wizyta w laboratorium.  Właściwie, to bardziej ta niedzielna, zakończona niepowodzeniem. Zdecydowaliśmy się zrobić Filipowi panel pediatryczny, żeby sprawdzić co go uczula. Niestety mamy dość spore problemy skórne, dlatego też lepiej  już teraz zbadać ,co jest tego przyczyną. Jako, że udało mi się wygrać bon do Certusa, to właśnie ta placówka została przez nas wybrana na przeprowadzenie testów. Pojechaliśmy w niedzielne popołudnie, by uniknąć wielkich zgromadzeń. Tak faktycznie było, jednak zawiodłam się na personelu. Przerażenie w oczach pani pielęgniarki, kiedy zobaczyła 1,5 roczne dziecko, było ogromne. Od razu zadzwoniła po pomoc (do trzymania dziecka). Niestety nie udało się pobrać krwi z lewej rączki, a kolejnej próby już nie było. Odesłano nas na kolejny dzień tłumacząc, że być może wtedy znajdzie się ktoś, kto będzie umiał przeprowadzić to ‚badanie’. Kolejna wizyta miała miejsce nazajutrz, zgodnie z sugestią. Na wejściu powtórka z rozrywki. Na szczęście pani, która przyszła do pomocy, pobrała krew bez problemu.
Nie wiem czy Wam się coś takiego przytrafiło ale wg mnie jest to niepoważne. Człowiek płaci sporą sumkę (panel pediatryczny, to wydatek ok. 200zł) i zostaje w taki sposób potraktowany…Rozumiem, że dziecko to nie dorosły ale czy to taki problem?
Po weekendowych doświadczeniach z pewnością nie wrócę do Certusa.

alergia-pokarmowa

Czekamy na wyniki testów. Jestem ich bardzo ciekawa 🙂

Kilka tygodni temu mieliśmy podobną sytuację, w innym laboratorium. Pielęgniarka już na wejściu stwierdziła, że ona chyba nie da rady. Pobierała w końcu krew z paluszka, a co się przy tym nawzdychała…szok.

Jutro czeka nas szczepienie. Odkładaliśmy je już kilka razy ze względu na przeziębienie. Trzymajcie kciuki 😀

0

Wyznaczanie granic

Kiedy jesteśmy na zakupach/w knajpie etc. i widzimy rozkapryszone, krzyczące dziecko, myślimy sobie co to za rozpuszczony dzieciak, co za  matka, jak go wychowała. Z własnego doświadczenia wiem, że często nasuwają się podobne przemyślenia. Ktoś mi kiedyś powiedział, że nic nie rozumiem w kwestii macierzyństwa bo sama nie mam dzieci. Taaak, uwielbiałam ten tekst 😉 Od kilkunastu miesięcy jestem mamą i wiem, że wszystko zależy od naszego podejścia i konsekwencji. Choć wychowanie dziecka, to chyba najtrudniejszy ze wszystkich zawodów na świecie ! 🙂 Uwierzcie mi, że to musi być prawda. Jesteśmy odpowiedzialni za małe istotki, a nasze postępowanie zaowocuje w przyszłości. U mnie to dopiero początek tej długiej drogi ale każdy dzień przynosi inny dylematy i zagwozdki.
Jak to w życiu bywa…są trudniejsze momenty, kiedy to człowiekowi brakuje już sił i energii. Jednak warto zebrać się w sobie i wyznaczyć maluchowi pewne granice. Wcale nie musi się to wiązać z ograniczeniem swobody. Niekiedy pozwalanie na więcej samodzielności jest tym, czego dziecko potrzebuje. Czasem wystarczy do znudzenia powtarzać, że czegoś nie wolno (5, 10, 15 razy? 😉 ) i przynosi to oczekiwane efekty 🙂 Choć oczywiście nie zawsze jest tak łatwo.
Nastaje taki czas, kiedy to dziecko postanawia sprawdzać na ile może sobie pozwolić. Wydaje mi się, że najczęściej zaczyna się to w wieku ok .1,5- 2 lat. Maluchy rozumieją więcej niż nam się wydaje.
Wymuszanie wszystkiego płaczem i histerią, to chyba najpopularniejsze sposoby. Jest jeszcze rzucanie się na podłogę, latające przedmioty i uderzanie głową we wszystko co się da 😉 Znacie to? Uważam, że od czasu do czasu nie zaszkodzi i mały klaps, jeśli są ku temu powody. W mediach aż huczy od zakazów tego rodzaju ‚przemocy’. Kiedyś nikt nie zwracał na to uwagi i  wszystko było ok. A dziś? Każdy wychowuje pociechy po swojemu. Najważniejsze żeby robić to z głową tak, aby za jakiś czas to dzieci nie weszły nam na głowę 😉 Przykre, kiedy rodzic nie ma kontroli nad swoimi latoroślami.Niestety sami jesteśmy temu winni. Pozwalamy na wszystko i zaciera się granica między tym co dobre i złe. Nikt mi nie powie, że się nie da, bo dziecko ma trudny charakter itp itd. Owszem, maluchy są różne, jedne potrzebują więcej czasu, inne mniej. Ale wszystko zależy od nas samych.
Myślę,że stopniowo można sobie z tym wszystkim poradzić . Najważniejsze, to być stanowczym i nie ulegać. A! I aby dwójka rodziców miała podobne zdanie w kwestii wychowania 🙂 Wiem, wiem….łatwo się mówi. Sama często mam z tym problem ale staram się jak mogę.
Cieszę się, że kiedy Fifi miał niecałe 3 miesiące ,to postanowiliśmy przenieść łóżeczko do jego pokoju, bo dziś nie mamy problemu spania z nami 😉
Opłacało się także znosić płacz niemowlaka przy zasypianiu (to ja byłam ta zła), nie biorąc go od razu na ręce, nie potrząsając nim. Dziś synuś sam zasypia i rodzice nie są mu do tego potrzebni.
Teraz uważam to za osiągnięcia ale tak naprawdę to drobnostki w porównaniu z tym, co jeszcze przed nami. Ciężka praca z pewności się opłaci 🙂

czego_uczyc_dziecko_2014-12-13_22-37-31

0

Książki, książeczki..

Książki są nieodłączną częścią naszego domu. W tygodniu, w ciągu dnia nie ma za bardzo możliwości na jakąkolwiek lekturę (Fifi w żłobku nadrabia zaległości), jednak wieczorem zawsze znajdujemy na to czas. A jak jest z tym u Was?
Wszystkie skarby trzymamy w jednym miejscu 🙂
(polecam kartoniki z Auchan 😀 )

20170309_193111

Zbiór jest dość duży ale chciałabym podzielić się z Wami  naszymi ulubionymi pozycjami.
Oczywiście nie może zabraknąć Jana Brzechwy! Kto z nas nie zna Kaczki Dziwaczki czy Samochwały.

20170309_193524.jpg

W środku znajdziemy nie tylko wszystkim znane wiersze lecz także cieszące oko, kolorowe ilustracje.
Kolejną godną polecenia propozycją są książki wydawnictwa Zielona Sowa : Puszysta Owca oraz Mak i skrzyp. Ciekawy układ i przejrzysty tekst sprawiają, że maluchy oglądają (później czytają) je z zaciekawieniem.Na ostatnich stronach jest miejsce na twórczość własną 😀

20170309_193626.jpg

Bardzo lubimy też Jasia i Pusię. Planujemy dokupić kolejne części 🙂 W środku lektury jest bardzo kolorowo. Dodatkowo słowa zastąpione są obrazkami, co według mnie jest bardzo oryginalnym pomysłem 🙂

Dla najmłodszych polecamy także książeczki z serii Wiem wszystko oraz pozycje wydawnictwa Foksal. Duże rysunki i fajne zestawienia kolystyczne – idealne dla dzieci 🙂

Najnowszym zakupem jest Moje pierwsze 100 słów (Smart Books). Muszę przyznać, że zaciekawił Filipa od pierwszego ‚spojrzenia’ 🙂 Atutem są małe gabaryty książeczki, jest też bardzo’zgrabna’. Bez problemu można ją ze sobą wszędzie zabrać 🙂 Grube strony ułatwiają przeglądanie. W środku mnóstwo słówek z różnych dziedzin. Z pewnością sięgniemy także po najnowsze Moje pierwsze 100 zwierząt, którego premiera odbędzie się już 15 marca 🙂 Czekamy z niecierpliwością 😀

Każdego maluszka na pewno zainteresuje coś innego. Nasze egzemplarze się sprawdziły i dlatego gorąco je polecam 🙂 Czytajcie razem z dziećmi. Warto. Z czasem maluchy będą same przybiegać z książką pod pachą 😀